Autor: Mareczek | 08.02.2026
W połowie lat 70., gdy zachodnia Europa bawiła się przy dźwiękach disco, a na amerykańskie ulice trafiała heroina ze „Złotego Trójkąta”, Polska Rzeczpospolita Ludowa była szczelnie zamknięta za Żelazną Kurtyną. W warunkach gospodarczej autarkii, odcięci od świata, polscy studenci chemii dokonali odkrycia, które stało się ewenementem na skalę światową. W akademickich laboratoriach i blokowych kuchniach narodził się „kompot”.
To nie jest tylko historia narkotyku. To opowieść o tym, jak prymitywna metoda chemiczna zamieniła polskie maki w „brudną bombę” epidemiologiczną, wywołując jedną z najtragiczniejszych epidemii HIV w Europie Wschodniej. Analizujemy to zjawisko w oparciu o raporty ONZ, akty prawne i statystyki medyczne.
Oficjalna historiografia i relacje świadków wskazują na rok 1976 jako moment przełomowy. To wtedy w Gdańsku środowisko akademickie – legenda mówi o dwóch studentach chemii – opracowało metodę, która pozwoliła pominąć skomplikowany proces laboratoryjny.
Do tej pory narkomani musieli kraść morfinę z aptek. Nowa metoda pozwalała uzyskać silny opioid z czegoś, co rosło na polskich polach legalnie i powszechnie – ze słomy makowej. „Patent” rozprzestrzenił się błyskawicznie. Polska stała się samowystarczalnym producentem opiatów, a domowa produkcja ruszyła pełną parą.
Co dokładnie działo się w tych garnkach? Biuletyn UNODC (Biura Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków) precyzyjnie opisuje ten proces. Nie była to wyrafinowana synteza, lecz sprytna acetylacja z użyciem przemysłowych półproduktów. Kluczem był kationit – żywica jonowymienna.
🧪 Ciekawostka: Chemia przemysłowa w żyle
Kationit używany do produkcji narkotyku to ta sama substancja, której w PRL używano w pralniach do zmiękczania wody. Jego łatwa dostępność w zakładach chemicznych sprawiła, że substancja czyszcząca stała się narzędziem śmierci. Kompotu nigdy nie oczyszczano – wstrzykiwano brudny, toksyczny płyn pełen metali ciężkich i resztek rozpuszczalników.
Władze długo udawały, że problem nie istnieje. Dopiero skala zjawiska wymusiła reakcję. Sejm uchwalił Ustawę z dnia 31 stycznia 1985 r. o zapobieganiu narkomanii (Dz.U. 1985 nr 4 poz. 15). Delegalizowała ona produkcję maku bez zezwolenia i wprowadzała surowe kary za handel.
Ustawa zawierała jednak fatalną w skutkach lukę: nie karano za posiadanie narkotyków na własny użytek. Wynikało to z przyjętego wówczas paradygmatu medycznego – uznano, że osoba uzależniona jest pacjentem, którego należy leczyć, a nie karać więzieniem. Choć intencja była humanitarna, w praktyce dilerzy nosili przy sobie „porcje konsumenckie”, będąc nieuchwytnymi dla milicji. Ten stan prawny trwał aż do 2000 roku, sprzyjając powstawaniu jawnych rynków narkotykowych.
Specyfika produkcji kompotu („gotowanie na bajzlu”) i używanie jednej strzykawki przez całą grupę doprowadziły do katastrofy. W latach 80. HIV był tematem tabu, a wirus zbierał śmiertelne żniwo.
Dane są bezlitosne. Według historycznych meldunków PZH, w 1991 roku aż 74,1% wszystkich nowo wykrytych zakażeń HIV w Polsce dotyczyło osób przyjmujących narkotyki w iniekcjach. To była cena za brak edukacji i dostępu do czystego sprzętu. Warto jednak zaznaczyć, że dzięki późniejszym programom redukcji szkód (wymiana igieł), po roku 2000 struktura zakażeń uległa zmianie i udział iniekcji drastycznie spadł.
W tym mroku nadzieję niósł Marek Kotański. Twórca MONAR-u rozumiał, że systemowe zakazy nie działają. Stworzył ruch społeczności terapeutycznych, który dla tysięcy ludzi był jedyną alternatywą dla cmentarza. Szacuje się, że przez ośrodki Monaru przeszło ponad 30 tysięcy osób.
Dziś kompot to mroczny rozdział historii. Został wyparty przez otwarcie granic i nowe substancje, a w 1992 roku ruszyły pierwsze programy metadonowe. Pozostaje jednak przestrogą – dowodem na to, jak inwencja połączona z desperacją i brakiem wiedzy może zamienić kuchenny garnek w broń masowego rażenia.
Jaki był skład chemiczny kompotu?
Według analiz UNODC zawierał heroinę, 6-MAM i morfinę. Stężenia były niestabilne, a roztwór był pełen toksycznych zanieczyszczeń. To odróżniało go od heroiny "brown sugar" (proszku), która pojawiła się później.
Dlaczego nie karano za posiadanie?
Do 2000 roku polskie prawo traktowało posiadanie na własny użytek jako czyn niekaralny (paradygmat medyczny: leczyć, nie więzić), co miało zachęcać do terapii, ale było wykorzystywane przez dilerów.
Co to jest kationit?
To żywica jonowymienna używana w przemyśle. W produkcji kompotu służyła do "wyciągnięcia" morfiny z wywaru makowego bez skomplikowanej aparatury.
Nota Prawna i Zdrowotna
Artykuł oparty na dokumentach historycznych i prawnych. Wytwarzanie i posiadanie opiatów jest w Polsce przestępstwem. Uzależnienie to choroba śmiertelna. Telefon Zaufania: 800 199 990.